sobota, 26 lipca 2008

Lipcowa serwetka :D

Yes Yes Yes !!!
Nareszcie udało mi się w tym zalatanym życiu znaleźć odrobinę czasu dla siebie ... .
Et voila ! Oto wynik mojej lipcowej kampanii w środkach transportu publicznego znanego bydłowozami, blaszanymi, obklejonymi puszkami itd itp :)
Tylko wzór mi się gdzieś zawieruszył ... ale na "speszyl" prośbę na pewno jakoś wyszukam :)
Pozdrawiam !
Wasz MiŚ

sobota, 5 lipca 2008

Zrób to sam!

Hej,

I niech mi ktoś powie, że robótki ręczne nie są popularne ;P


Amerykanie na nowo odkrywają uroki majsterkowania, szycia, robienia na drutach, które dzięki sieci robią za oceanem furorę.
Niedawno 31-letnia dziennikarka Nora Aboustait i 27-letnia projektantka Benedikta von Karaisl wpadły na pomysł opracowania dla koncernu Burda strony internetowej, z której bezpłatnie ściągać można gotowe wykroje. Panie szybko zrozumiały, że w Niemczech ich projekt nie ma szans na spektakularny sukces. Bez namysłu przeniosły się więc do Brooklynu, nowojorskiej dzielnicy bohemy, i tam stworzyły platformę Burda Style. Nie minął rok, jak ich strona zrobiła w USA prawdziwą furorę: co miesiąc grono użytkowników powiększa się o 30 procent.



Idea utworzenia Burda Style to już zamierzchła historia, jeśli wziąć pod uwagę szybkość rozwoju internetu. Źródłem pomysłu jest wydawany do dziś magazyn z gotowymi wykrojami "Burda Moden". Pierwszy zeszyt ukazał się w 1949 roku. Nic dziwnego, że platforma dostała duże wsparcie z Niemiec, gdzie nie tylko mieści się centrala wydawnictwa, ale szyte są także i wciąż udoskonalane wzory nowych kreacji. Wykroje trafiają do sieci dopiero, gdy centrala wyrazi zgodę. Choć Niemcy wykonują ogrom pracy, taka strona nie miałaby u nich żadnych widoków na przyszłość. Benedikta von Karaisl jest przekonana, iż osiągnęła sukces właśnie dzięki temu, że zaprezentowała swój pomysł w USA. "Ręczna dłubanina" stała się tam masowym trendem, fascynującym całe rzesze Amerykanów.

Na przykład w Niemczech modelka Heidi Klum uczy dziewczyny poruszania się na wybiegu, w Stanach zaś pomaga młodym projektantkom w karierze. W bijącym rekordy oglądalności programie "Project Runway" widzowie raz w tygodniu przypatrują się, jak projektancki narybek szyje z bel materiału raz lepsze, raz gorsze stroje. Wreszcie do świadomości nastawionych konsumpcyjnie Amerykanów dotarło, że recykling, oszczędzanie surowców i ręczne robótki nie są zwariowanymi ideami dobrymi dla dziwaków, lecz sensownym zajęciem, dostarczającym sporo radości. Zamiast kupować kolejną markową koszulkę, nie mając pojęcia, jak i gdzie została wyprodukowana, ludzie wolą uszyć ją sami. A na zakupy można pójść nie z plastikową jednorazówką, ale z siatką z materiału, przyjazną środowisku. W Stanach to pomysł niemalże rewolucyjny.

Propagatorami świadomej konsumpcji są głównie oblatani w technice młodzi ludzie. Tego rodzaju ruch ekologiczny ma duży potencjał wzrostu właśnie dzięki wykorzystaniu sieci. W USA już w 2005 roku powstał sklep internetowy Eatsy umożliwiający zakup i sprzedaż własnoręcznie wykonanych przedmiotów. Od tamtego czasu firma gwałtownie się rozrosła, a na jej platformie ponad 100 tysięcy sprzedawców otworzyło własne sklepy. Oferują ręcznie wykonaną biżuterię, stroje, kosmetyki. Wydawnictwo pioniera internetu Tima O`Reilly’ego wydaje takie pisma, jak "Make" czy "Craft", zamieszczające najróżniejsze instrukcje: od zbudowania mikroskopu po wzory szalików robionych na drutach. Kiedy ponad rok temu debiutował portal społecznościowy Ravelry, skupiający miłośników dziergania, zaproszenia do udziału w fazie testowej cieszyły się taką popularnością, że niektórzy musieli czekać na nie miesiącami. (...)

W Ameryce ręczne robótki podbiły internet – bez jego pomocy nigdy nie zdobyłyby takiej popularności. W Niemczech sytuacja wygląda nieco inaczej. Zamiłowanie do majsterkowania objawia się niemal wyłącznie za zamkniętymi drzwiami. Jeżeli ktoś niewiele się tym interesuje, nie ma nawet pojęcia o istnieniu licznych blogów poświęconych takim zajęciom. W dominujących częściach blogosfery, czyli w blogach omawiających problemy techniki i mediów, używa się lekceważącego określenia "robótkowe blogerki". Ma on tłumaczyć ciekawy fenomen: dlaczego kobiety prowadzą ponad połowę wszystkich blogów, ale rzadko zaliczane są do grona znaczących twórców?

Victor Wuthi-Udomlert, 26-letni Tajlandczyk studiujący nauki polityczne w Monachium, dobrze zna tę tematykę. – Moim zdaniem USA są bardziej otwarte na nowe trendy – twierdzi. – Niemcy zaś mocno wzbraniają się przed ich przyjęciem i zaakceptowaniem.

On sam zaczął robić na drutach przed kilku laty, kiedy przyjechał na studia do Niemiec. Teraz zadomowił się już w gronie fanów "drutowania", spotykających się każdej niedzieli w Monachium. Nie dziwi fakt, że grupa składa się w większości z "expats", anglojęzycznych obcokrajowców żyjących w Niemczech. Victor nie jest wyjątkiem i postanowił prowadzić swój blog po angielsku. Umieszcza w nim nie tylko projekty robótek, dzieli się też osobistymi przeżyciami.

Victor uważa, że brak zainteresowania nowym trendem ma w Niemczech wiele przyczyn. – Niemcy mają wciąż sceptyczny stosunek do internetu – zauważa. – Poza tym na temat robótek krąży wiele uprzedzeń. Ciągle słyszymy, że dzierganie szalików to zadanie dla staruszek albo ekologów. Tymczasem gdy przyjrzeć się portalom społecznościowym czy forom poświęconym robieniu na drutach, bez trudu zauważyć można ich niezwykle prospołeczny charakter.

W Ameryce majsterkowicze skrzykują się co tydzień i na specjalnych "fairs", targach, prezentują nabyte umiejętności i wymieniają się doświadczeniami. Tymczasem nad Renem ciągle pokutuje obraz przeniesiony z lat 80., choć rękodzielnicze umiejętności jeszcze całkiem nie wymarły. W szkołach cały czas uczy się zajęć praktycznych, a od dobrych 30 lat ochrona środowiska jest ważnym tematem społecznym. Jednak Niemcom nie udało się uatrakcyjnić wizerunku majsterkowicza.

Stopniowo pojawiają się jednak pierwsze zwiastuny zmian. Od 2007 roku istnieje w Niemczech kopia portalu Etsy, pod nazwą DaWanda. Początkowo jego założyciel miał sporo trudności, by przekonać konserwatywnych niemieckich rzemieślników do oferowania tu swoich produktów. W tej chwili portal funkcjonuje całkiem nieźle i ma ponad 10 tysięcy sprzedających. Sklep internetowy wykorzystują przede wszystkim młodzi projektanci do zaprezentowania swoich pomysłów i wykonania ich na indywidualne zamówienie. Niedawno założycielki Burda Style przyjechały do Niemiec, żeby zaprezentować swoją stronę. Na razie nie planują tłumaczenia jej na niemiecki, bo ich pomysł spotkał się z niewielkim odzewem na ojczystym rynku.

żródło : Onet.pl

Pozdrawiam Wasz MiŚ
P.S. A i może dzisiaj dokończę serwetkę to wstawię foto i wzór :)